Nie kupuj nic z SLS, bo dostaniesz raka – czyli głupotki z internetu

No tak, dobre brednie nie są złe. Nie ma to jak podnieść sobie ciśnienie, prawda? 🙂 Kochane, jeśli padłyście ofiarą szaleństwa pod tytułem: “nie kupuję nic z SLS w składzie”, to już spieszę z remedium w postaci… zdrowego rozsądku.

Co to jest to SLS?

SLS (Sodium Lauryl Sulfate) to popularny detergent, który producenci dodają do kosmetyków myjących. Równie popularnym detergentem jest SLeS (Sodium Laureth Sulfate) – nieco mniej drażniący, ale równie silnie myjący detergent.

SLS spotkacie w składzie szamponu do włosów, żelu pod prysznic, płynie do czyszczenia dywanów czy płynie do mycia naczyń. Jest w tych produktach, których głównym zadaniem jest usuniecie zanieczyszczeń przy użyciu piany. To on odpowiada za to, że twój szampon pieni się jak szalony. Jego brak, chociażby w szamponach bio, odczujesz od razu: pienią się dużo mniej lub wcale 🙂

Oczyszcza, ale…

SLS może podrażnić i wysuszyć wrażliwą skórę. Osoby z atopowym zapaleniem skóry w ogóle powinny zrezygnować z kosmetyków zawierających SLS w składzie. SLS napina skórę, może zaburzyć produkcję sebum i doprowadzić do uszkodzenia płaszczu lipidowego skóry. Tak też stało się w przypadku moich dłoni – w końcu znalazłam winowajcę schodzącej skóry na ich wewnętrznej stronie. Dolegliwość minęła jak ręką odjął, odkąd stosuję mydła bez SLSu w składzie.

Nie, SLS nie zabija i nie gwarantuje ci raka. Warto jednak wiedzieć, że powinnyśmy stosować go wtedy, kiedy zależy nam na oczyszczeniu skóry. Co jest dość logiczne: produkty dopasowujemy do potrzeb ciała, prawda? Naukowcy z University Medical College of Georgia, że SLS może być stosowany, o ile znajduje się w produkcie, który jest łatwy do spłukania i który ma krótki kontakt ze skórą. Dowiedziono, że SLS w dużej ilości, pozostawiony na dłuższy czas na skórze potrafi wniknąć dużo głębiej i kumuluje się w tkankach. Z czasem może, ale nie musi, doprowadzić do uszkodzenia wzroku.

Jak nie SLS to co?

Jeśli masz wrażliwą skórę, spróbuj odstawić szampon z SLS i obserwuj reakcję ciała. Jeśli widzisz poprawę, nie oznacza to, że na 100% winny był SLS, mogły to być ekstrakty, perfumowane dodatki itp. Dla spokoju ducha postaw jednak w takim wypadku na kosmetyki z SLeS, ALS (Ammonium Lauryl Sulfate), CS (Sodium Coco Sulfate), MLS (Magnesium Laureth Sulfate) – mimo iż należą do tej samej grupy siarczanów co SLS i SLeS i tak samo mocno oczyszczają, to uważane są za dużo mniej podrażniające skórę. Jeśli i to nie pomoże, poszukaj kosmetyków z dużo słabszymi detergentami, takimi kończącymi swoją nazwę słowem Glucoside – Lauryl Glucoside czy Coco Glucoside oraz Disodium Cocoyl Glutamate, Sodium Cocoyl Glutamate.

Pamiętajcie jednak, że delikatnymi szamponami nie dacie rady zmyć chociażby silikonów, które są składnikiem produktów wygładzających, nadających połysk i miękkość włosom. Raz na jakiś czas dobrze jest umyć włosy czymś mocniejszym, co je doczyści po wszystkich lakierach, piankach, gumach do włosów i innych cudownościach, które z taką lubością nakładamy na czupryny. Na koniec muszę dodać, że większość firm (bo za wszystkie nie ręczę) stosuje w szamponach zawierających silne detergenty równocześnie inne, chociażby te wymienione przeze mnie jako słabsze, które mają za zadanie łagodzić działanie produktu.

Do następnego!

Skomentuj przez Facebooka!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *