Testuję: potrójny kwas hialuronowy od Paese

paeseZ kosmetykami marki Paese poznałam się przypadkowo. Zasłyszałam, że ich produkty mają dobre składy, są niedrogie i właściwie to „czynią cuda”. A do tego to polska marka. Z swojej kosmetyczne mam już kilka produktów Paese, które ratują mi tyłek (a raczej twarz :)) w kryzysowych sytuacjach, dlatego też jakiś czas temu na półce w łazience zawitała nowa zdobycz: serum potrójny kwas hialuronowy 1,5%.

Od razu spieszę z (relatywnie) krótkim wyjaśnieniem. Kwas hialuronowy to nie jest nie wiadomo jaki wynalazek. Występuje naturalnie w organizmie w postaci soli sodowej (hialuronian sodu): w skórze, mazi stawowej, ciele szklistym oka czy płynach ustrojowych. Ma za zadanie wiązać cząsteczki wody i w ten sposób dbać między innymi o porządne nawilżenie. Jednak z wiekiem cudownego kwasu mamy coraz mniej. Mniej soli sodowej, mniej włókien kolagenowych – i z upływem czasu widzimy coraz więcej zmarszczek i większą suchość skóry. Można sobie oczywiście pomóc – czy to zabiegami medycyny estetycznej, czy też mniej inwazyjnie – kosmetykami z kwasem hialuronowym.

Po serum Paese sięgnęłam (trochę) z desperacji. Problemy hormonalne, ćwiczenia sześć dni w tygodniu i intensywny okres w pracy oraz poza nią spowodowały, że moja cera z mieszanej zmieniła się w suchy wiór. Nawet nos, który kiedyś mógł z powodzeniem robić za najjaśniej świecącą latarnię, dumnie się łuszczył. Początkowo naiwnie myślałam, że może „tak wygląda starość w wieku 26 lat”, ale skuszona kolejną-jakąś-tam-promocją stwierdziłam, że mogę podjąć ostatnią, heroiczną próbę powrotu do świata żywych. To był początek lutego.

Z opakowania serum dowiedziałam się paru mądrych rzeczy na temat produktu, o których warto wspomnieć. Serum nie zawiera parabenów, SLS czy PEG. Zawiera natomiast trzy typy kwasów hialuronowych: kwas małocząsteczkowy SLMW (nawilżenie wewnątrz skóry), kwas małocząsteczkowy LMW (nawilżenie, większe przenikanie substancji czynnych) i kwas wielocząsteczkowy HMW (tworzy warstwę na skórze, która zapobiega utracie wody).

Skład produktu prezentuje się w ten sposób: Aqua, Sodium Hyaluronate, Hyaluronic Acid, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin.  A tutaj szybciutka analiza:

  • Aqua – woda,
  • Sodium Hyaluronate – Sól sodowa kwasu hialuronowego (o tym pisałam wyżej),
  • Hyaluronic Acid – kwas hialuronowy,
  • Phenoxyethanol – Substancja konserwująca, uniemożliwia rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w kosmetyku,
  • Ethylhexylglycerin – humekant, konserwant pochodzenia naturalnego, działanie nawilżające.

paese2

Efekty

Serum używam od trzech miesięcy i muszę szczerze przyznać, że jako typowa leniwa i zapominalska buła, często jest to (było i będzie) używanie nieregularne. Szczęśliwie to nie przeszkodziło serum zadziałać i na stałe wpisać się w mój rytuał pielęgnacyjny. Z internetów dowiedziałam się, że najlepiej stosować serum na noc. Testowałam jednak różne opcje: serum solo nakładane na noc, na dzień,  serum w połączeniu z kremem na dzień, na noc, serum zmieszane z bazą pod makijaż. Nie we wszystkich konfiguracjach byłam zadowolona z efektów.

Zauważyłam, że w moim przypadku serum działa wyśmienicie w połączeniu z nocną maską nawilżającą (testowałam z Floslekiem) 1:1 oraz z kremem intensywnie nawilżającym używanym na noc (test na emoliencie Oillian Active). Obie mieszanki robiłam w proporcjach 1:1. Nie bawiłam się w małego chemika: po prostu nabrałam serum pipetką z produktu, wycisnęłam na umytą (!) dłoń i następnie dodałam krem/maskę. Wymieszałam i nałożyłam na buzię oraz na szyję i dekolt. Mikstura bardzo szybko się wchłonęła, a na drugi dzień twarz była porządnie nawilżona.

Przez jakiś czas próbowałam używać serum samodzielnie, jednak efekt nie był dla mnie zadowalający. Wysuszona skóra potrzebowała czegoś więcej. Podobnie średnie efekty przyniosło używanie potrójnego kwasu hialurnowego z kremem jako bazy pod makijaż. Mój Iwostin kompletnie nie chciał się z nim zgrać, a co więcej – tak na siłę połączony duet powodował rolowanie się podkładu. Bardzo dobrze z kolei zadziałało połączenie serum z taniutkim primerem od Catrice i droższym, od Smashboxa. W obu przypadkach dodanie serum sprawiło, że nawet przy mocno kryjących podkładach (Revlon Colorstay, Dermacol, Estee Lauder Double Wear) buzia była nawilżona przez niemal cały dzień.

Wydajność

Bardzo dobra. Potrzeba niewiele, aby nałożyć na twarz, szyję i dekolt. Przy stosowaniu kilka razy w tygodniu, po 3 miesiącach, mam jeszcze ponad 1/3 opakowania.

Opakowanie

Uwielbiam. Szklane, z wygodną pompką-pipetką, dzięki czemu nabierzemy dokładnie tyle kosmetyku, ile potrzebujemy. Serum wielokrotnie przewoziłam i opakowanie nie uległo uszkodzeniu.

Czy warto?

Tak. Dla mnie z pewnością nie jest to ostatnia buteleczka tego serum. Działa bardzo dobrze, jest lekkie, nie klei się i dobrze współgra z innymi nawilżaczami. Spłyca drobne zmarszczki. Solo sprawdzi się zapewne na cerze normalniej, mniej problematycznej. Naprawdę warto spróbować.

Cena regularna: ok. 47 zł / 30 ml. Tanio. Nawet bardzo. A jak dorwiecie w promocji, to będzie jeszcze przyjemniej!

Znacie to serum? Jak wrażenia?

TG Facebook Comments

2 Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *