Jak realizować cele i marzenia?

Jak realizować cele i marzenia?

W styczniu podzieliłam się z Wami moimi postanowieniami noworocznymi. Cele na 2019 są dla mnie sporym wyzwaniem. Dlaczego? Bo dla odmiany chciałabym 31 grudnia przyznać przed sobą, że zrealizowałam absolutną większość postawionych sobie zadań.

W jaki sposób spełniać marzenia?

Zarówno moje noworoczne postanowienia jak i wyrabianie codziennych, zdrowych nawyków, nauczyło mnie, w jaki sposób jest mi najłatwiej odnieść sukces. Oczywiście do wszystkiego doszłam metodą prób i błędów, bo tak uczę się najszybciej. Nie działają na mnie mądre książki ani guru planowania. Udało mi się jednak ustalić, co najlepiej wpływa na mój mózg i jakie metody pozwalają mi zrealizować moje cele.

Nie będę Wam pisała banałów, że bez wiary w siebie, wysiłku i samozaparcia guzik się uda. To banały, jasne, ale prawdziwe. Wiadomym jest też, że jeśli postawicie sobie nierealne cele, zarówno te krótko, jak i długoterminowe, to będzie Wam o wiele trudniej je osiągnąć. W swoich celach i marzeniach fajnie jest być optymistycznym realistą. Jasne, można marzyć o podróży dookoła świata i zrealizować to marzenie jeszcze przez emeryturą. Ale umówmy się: jeśli chcemy maksymalnie przyspieszyć realizację planów, trzeba spiąć poślady i zaplanować realistycznie realizację. Tyczy się to zarówno ogromnych marzeń o podboju świata, jak i najmniejszych nawyków, chociażby ograniczenia śmieciowego jedzenia w diecie.

Poniżej podrzucam Wam garść przemyśleń, w jaki sposób realizować marzenia. Te małe i te duże.


Zerknij tutaj: MOJE POSTANOWIENIA NOWOROCZNE [2019]


Podziel cel na etapy

Cele pośrednie, etapy, kamienie milowe – jak zwał, tak zwał. Generalnie chodzi o to, aby grubsze sprawy podzielić na etapy. Dzięki temu będziecie widzieć postęp, monitorować sukcesy i na bieżąco korygować błędy. Chcesz w 2019 roku przebiec maraton lub półmaraton? Świetnie, musisz do tego przygotować swoje ciało i umysł. Zbudować kondycję, ćwiczyć oddech i milion innych rzeczy. To wszystko wymaga czasu. Dzielmy cel na małe fragmenty, określmy, ile każdy z nich zajmie czasu, co konkretnie zrobimy w każdym z tych etapów.

Czy każdy cel trzeba dzielić? To zależy. Kiedyś potrafiłam dzielić największą pierdołę na etapy. Wiedziałam, że bez odhaczania drobnych sukcesów, moje czarnowidztwo weźmie górę. Dzielenie celu na etapy sprawdza się u mnie przy wyjątkowo upierdliwych i nielubianych czynnościach. Przykład? Odgruzowanie mieszania z niepotrzebnych rzeczy. Ostateczny cel jest piękny i już widzę siebie, zadowoloną, że pozbyłam się miliona nieużywanych rzeczy, pierdustojek  i innego tałatajstwa. Ale na samą myśl o grzebaniu w ciuchach robi mi się słabo. Tyle tego mam! Jest mi dużo łatwiej ogarnąć ten bajzel, gdy podzielę sobie odgruzowywanie na etapy. Zaczynam od przejrzenia książek. Bęc, 50 pozycji ląduje na allegro. Tu możecie zerknąć, co jeszcze zostało, już nie ma tego dużo. Odhaczone. Zaczyna się wiosna, pora na zmianę garderoby i przegląd zimowych ciuchów. Chodziłam w tym w ogóle tej zimy? Nie. A wcześniej? Nie. To żegnam ozięble ten okropny sweter, kupiony milion lat temu, nie wiem nawet gdzie. Zgodnie z moim planem, kolejnym celem pośrednim do kompletnego odgruzowania będzie przegląd papierów i dokumentów, kosmetyków, dalej garderoby letniej, sprzętu i plików na komputerach. I tak dalej, i tak dalej.

Ustal, gdzie i kiedy będziesz realizować zadania

Spece od planowania i tak zwane ogary życiowe już dawno doszli do wniosku, że sam cel, a nawet cel podzielony na etapy, to często za mało, aby ruszyć tyłek sprzed telewizora czy przestać skrollować fejsa bez większego sensu. Jeśli wierzycie w to, że do osiągnięcia celu wystarczy przeprowadzać sobie motywacyjne gadki, to grubo się mylicie. Miałam tak z ćwiczeniami. Obiecuję sobie, że będę regularnie ćwiczyć. Czytam mnóstwo o tym, jak zacząć, czego mi potrzeba, jak być ciągle zmotywowaną i co? I jajco. Nie działa. Łapie mnie leń i zamiast pójść na siłownię, znajduję milion innych rzeczy, którymi muszę się natychmiast zająć. Nie zrozumcie mnie źle! Ja naprawdę chciałam zrobić ten trening. Ale jakoś tak czas mi przeleciał przez palce. Znacie to? Co z tym zrobić?

Ano trzeba ustalić swoją intencję – tak profesjonalnie nazywa się określenie gdzie i kiedy będziesz realizować dany cel. Nie wystarczy gadanie, że coś zrobisz. Wyznacz sobie konkretnie godzinę, dzień tygodnia, ramy czasowe dla realizacji celu. W ten sposób będziecie trzymać bacik nad swoim lenistwem.

Cele przedziałowe są fajne!

Sztywne określanie celu może odnieść skutek odwrotny od zamierzonego. Jeśli chcesz schudnąć, nie wyznaczaj sobie celu “Schudnę 2 kilogramy do 30 kwietnia” czy “zrzucę 5 centrymetrów w talii”. Zamiast tego spróbuj określić widełki, ramy dla wykonania danego celu. Przykładowo: “W tym miesiącu schudnę od kilograma do dwóch” lub “zmniejszę obwód talii od 3 do 5 centymetrów”. Mądre głowy zauważyły, że wyznaczanie celów przedziałowych zwiększa zaangażowanie, co przekłada się na lepsze rezultaty.

Spisuj cele i planuj

Wszystkie powyższe mądrości u mnie działają dopiero odkąd przestałam wierzyć w to, że zapisywanie oczywistości to strata czasu. Myślałam: co ja będę pisać planery, skoro doskonale wiem, co chcę osiągnąć. Ba! Przecież ja to mam wszystko rozplanowane w myślach. Mam wydawać jeszcze hajs na te piękne zeszyty, które podobno pomogą zrealizować mi marzenia?

Powiem Wam, że bardzo głupio myślałam. Najprostsze wyrobienie sobie nawyku planowania dnia, spisywanie celów pośrednich, przedziałowych, odznaczanie sukcesów – to dopiero unaocznia progres (lub regres). Widzicie wtedy czarno na białym, jaką drogę przebyłyście i co Was jeszcze czeka. To motywuje, ogarnia chaos, który siedzi w głowie i co najważniejsze, zwiększa szansę na realizację celów. Według Dr. Gail Matthewsa regularne zapisywanie swoich planów zwiększa szanse ich realizacji o 42%. To sporo. I co najważniejsze, u mnie działa, ale jedynie w połączeniu z nieco nowszą technologią niż papier i długopis.

Pomóż sobie aplikacjami!

Części z nas wystarczy kartka papieru, kalendarz google lub budzik w telefonie. Jeśli jednak jak ja, należysz do osób, które potrzebują nad sobą naprawdę skutecznego bacika, zerknijcie na aplikację Naviko. Jest wiele aplikacji do monitorowania nawyków i postanowień, jednak przyznam, że to właśnie ta polska, darmowa apka, zapewniła mi najwyższą skuteczność w realizacji celów. Po odpaleniu aplikacji możemy wybrać sobie nawyki i postanowienia z predefiniowanej listy bądź wpisać własny cel. Lista predefiniowanych przez Naviko czynności do codziennego powtarzania jest dość bogata. Mamy aktywność fizyczną, edukację, odżywianie, rozwój osobisty, rodzinę i znajomych, finanse, prace domowe i nałogi. W każdym z segmentów czeka mnóstwo propozycji, jak chociażby ograniczanie facebooka, niejedzenia na mieście, wspólne posiłki z rodziną, odstawienie słodyczy, naukę tańca, poranną gimnastykę  czy regularne sprzątanie.

W jaki sposób Naviko pomogło mi w wyrabianiu nawyków?

Bardzo prosto. Wybieram sobie jedną czy kilka pozycji (lub wymyślamy własną), ustalam czas trwania wyzwania (maksymalnie 12 tygodni) i tygodniową kwotę zobowiązania (od 5 do 100 zł) oraz określam beneficjenta… porażki. Jeśli w danym tygodniu nie uda się stuprocentowo zaliczyć (czyli jeden lub kilka dni nie wykonamy nawyku), aplikacja nie zwróci mi depozytu. Kwotę depozytu za dany tydzień przekaże wybranej przez mnie organizacji charytatywnej, kontrowersyjnej (to na mnie działa, robię wszystko, żeby wykonać zadania i moja kontrowersyjna organizacja nie otrzymała ani złotówki) lub na rozwój aplikacji. Zaliczenie tygodnia jako sukcesu skutkuje zwrotem depozytu z danego tygodnia na konto. W apce możemy ustawić sobie codzienne przypomnienia i ich godzinę. To dodatkowy kopniak przypominający, że trzeba ruszyć tyłek, bo inaczej stracimy pieniądze.

Ja w Naviko monitoruję obecnie trzy nawyki: picie dwóch litrów wody dziennie, codzienne treningi i 30 minut czytania każdego dnia. Do tej pory, a kończę właśnie ósmy tydzień z aplikacją, trzy razy nie dotrzymałam postanowień. Według mnie to naprawdę zacny wynik. Wygląda na to, że działa na mnie perspektywa utraty kasy, zwłaszcza, jeśli jest to spowodowane niczym innym, jak moim lenistwem.

Jeśli chcecie wypróbować apkę na sobie, TUTAJ możecie ją pobrać za darmo.

Skomentuj przez Facebooka!



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.