Ochrona słoneczna w pigułce. 12 najlepszych kremów z filtrem chemicznym, mineralnym i mieszanym! | rzeklam.pl blog kosmetyczny | blog urodowy

Ochrona słoneczna w pigułce. 12 najlepszych kremów z filtrem chemicznym, mineralnym i mieszanym!

Ochrona słoneczna w pigułce. 12 najlepszych kremów z filtrem chemicznym, mineralnym i mieszanym!

Mnóstwo kobiet o ochronie przeciwsłonecznej przypomina sobie późną wiosną lub latem. Większość pamięta o niej dopiero na plaży. Niestety, takie zapominalstwo to najprostsza droga do przedwczesnego starzenia się skóry, zmarszczek i przebarwień. Dlatego dzisiaj mam dla Was absolutną kobyłę wiedzy o ochronie przeciwsłonecznej. Po co stosować filtry słoneczne, jak je wybrać i jak zadbać o ciało. Nie tylko latem!


Ten wpis będzie chyba najdłuższym na blogu. Rozpisałam się nie tylko dlatego, że temat uważam za ekstremalnie ważny, ale także dlatego, że wiedzy na temat kosmetyków ochronnych nadal jest na mało w sieci. Krąży ogrom mitów, niewiele faktów.

Wpis podzieliłam na kilka części: znajdziecie tutaj część teoretyczną, praktyczną, a nawet prawną. Znalazło się też miejsce na najpopularniejsze mity dotyczące ochrony słonecznej.

Mam nadzieję, że wpis ten pomoże Wam i Waszym najbliższym świadomie dbać o siebie cały rok. Nie tylko w sezonie urlopowym. 🙂


Po co w ogóle używać kremu z SPF?

W dużym skrócie: żeby nie przyspieszać starzenia skóry, nie wysuszać i nie doprowadzić do zmian skórnych (od wysypu zmian pigmentacyjnych, po zmiany nowotworowe).  Dobre kremy z filtrem chronią zarówno przez promieniowaniem UVB jak i UVA. Promieniowanie UVB odpowiedzialne jest za powstawanie opalenizny, a co za tym idzie poparzeń słonecznych i zmian pigmentacyjnych. Przy okazji może przyczynić się też do chorób oka, a konkretnie rozwoju zaćmy. Dlatego też nigdy nie zapominaj o okularach z filtrem!

Promieniowanie UVA jest jednak dużo bardziej zdradliwe. Jego efektów nie widzimy po jednorazowym wypadzie nad morze. UVA odpowiadają za fotostarzenie skóry, zmiany nowotworowe, upośledzają produkcję kolagenu. Co więcej, UVA dociera do nas cały rok w takim samym natężeniu, bez problemu przenika przez chmury czy szyby. To właśnie dlatego kremu z filtrem powinno używać się CAŁY ROK, nie tylko w sezonie wakacyjnym!

UVA to również promieniowanie, którego działanie widać jak na dłoni w solarium. Tam dawka podczas jednej sesji jest dużo większa niż otrzymana w tym samym czasie na zewnątrz. Teraz przypomnij sobie, jak wygląda skóra wielbicielek solarium. Czy aby nie jest tak, że poza opalenizną, skóra dużo szybciej robi się wiotka, marszczy się i wysusza? Jeżeli jednak nadal uważasz, że fotostarzenie i wpływ promieniowania to mit, zerknij na zdjęcie kierowcy ciężarówki, który przez 28 lat (chcąc nie chcąc) jeździł wystawiając tę samą stronę twarzy w kierunku słońca (szyby). Nie używał kremów ochronnych. Zdjęcie znajdziesz w artykule z 2012 roku, z Huffingpost [klik].


Jak znaleźć idealny filtr słonecznych? Czym jest SPF?

Większość z nas (ja długo też, nie martwcie się!) kupuje filtr słoneczny sugerując się jedynie wskaźnikiem SPF. Czy słusznie? Nie do końca. SPF, czyli Sun Protection Factor, określa jedynie stopień ochrony przed promieniowaniem UVB (tym, co “opala”). Liczba widoczna przy skrócie SPF oznacza, o ile wydłużony może być czas ekspozycji na promieniowanie UVB bez negatywnych skutków dla skóry (pojawienie się zaczerwienienia). Średnio zaczerwienienie pojawia się po około 15-20 minutach. Oznacza to, że stosując krem z SPF 30 jesteśmy chronieni przed UVB (nie UVA!) przez 450-600 minut, czyli średnio jakieś 8-9 godzin. To oznacza bezpieczny czas opalania, przy założeniu, że nie ścieramy filtra… A w 99% ścieramy…


Reaplikacja filtra słonecznego? Czy potrzebna?

Oczywiście czas ochrony filtra ulega skróceniu przy kontakcie z wodą, intensywnym poceniu się czy wycieraniu ciała (chociażby o plażowy ręcznik). Dlatego sugeruje się reaplikację filtru średnio raz na 2-3 godziny. Reaplikacja jest KONIECZNA, jeśli chcesz mieć pewność, że jesteś chroniona przed promieniowaniem UVA. Przykładowo, aplikując SPF 30, na którego opakowaniu widzisz symbol UVA w kółeczku, możesz mieć pewność, że jesteś chroniona przed UVB przez 450-600 minut, ale jedynie przez 1/3 tego czasu (czyli 150-200 minut!) przed groźnym UVA.

Wiadomo, że nikt nie wymaga reaplikacji kremu, gdy większość dnia spędzasz w biurze i to jeszcze z dala od okien. Jednak dla własnej wygody i bezpieczeństwa stosuj rano po prostu najwyższy filtr (chociaż SPF 50). Tym sposobem na dzień dobry zabezpieczasz skórę przed UVB na jakieś 750 minut (UVA 1/3 tego, czyli jakieś 2,5 godziny!).

Oczywiście czas ten ulega skróceniu, jeśli nałożyłaś za mało kremu lub w trakcie dnia wycierałaś twarz. Dlatego właśnie wysoki filtr na co dzień na twarzy to najlepszy krem przeciwzmarszczkowy i antypigmentacyjny, jaki możesz sobie zafundować.

Pamiętaj, aby kremy z filtrami chemicznymi aplikować na około 20 minut przed ekspozycją na słońce, a mineralne dosłownie przed wyjściem (działają od razu w momencie nałożenia). A jak reaplikować krem z filtrem na makijaż? U mnie najlepiej sprawdza się gąbeczka z pudru typu cushion – można takie kupić osobno. Delikatnie nakładam wymaganą ilość kremu z filtrem, wciskając w makijaż i potem przypudrowuję. To wymaga trochę wprawy, ale jest do zrobienia.


Czemu tak ciężko kupić kosmetyki SPF 100?

Bo Unia Europejska, w sumie słusznie, zauważyła, że SPF 100 jest błędnie pojmowanie przez społeczeństwo. I faktycznie, pokutuje mylne wyobrażenie, że liczba przy SPF oznacza % zabezpieczenia. Stąd SPF 100 dla wielu oznaczało “całkowitą” ochronę, czyli możliwość bezkarnego przebywania na słońcu. Mądre głowy mówią, że jeśli chcemy tak wysokiej ochrony, w Europie szukajmy filtrów oznaczonych po prostu SPF 50+.

Po lekturze poprzedniego akapitu już wiecie, czym jest SPF, więc jeśli znajdziecie gdzieś krem z filtrem SPF 100 – kupujcie, o ile traficie na odpowiadający Wam skład i konsystencję! To bardzo dobra ochrona, zdecydowanie bardziej niż SPF 50 chroni przed słońcem.


Poznaj swój fototyp. Czyli jak lepiej dobrać wysokość filtra SPF?

Wyżej wspomniane “20 minut do zaczerwienienia” jest jednak czysto umowne. Tak naprawdę zanim wybierzesz wysokość filtra, powinnaś określić swój fototyp. Poniżej znajdziesz ściągę z fototypów. Ma to szczególne znaczenie, jeśli jest fototypem I – wtedy po prostu wybieraj najwyższą ochronę, bez marudzenia.

Osobiście stosuję zasadę “im wyższa ochrona, tym lepsza”, jednak dobrze jest poznać swój fototyp, aby jak najlepiej zabezpieczyć się przed szkodliwym działaniem słońca. Ogólna zasada jest taka, że im ciemniejsza jest skóra i włosy, tym dłużej skóra wytrzyma na słońcu bez zaczerwieniania. Zwróćcie jednak uwagę, że poniższa lista w ogóle nie bierze pod uwagę promieniowania UVA, jest nastawiona na efekty opalania skóry, czyli to, jak reagujemy na promieniowanie UVB. To pomocne, ale pamiętajmy, aby np. będąc fototypem III nie lecieć od razu z SPF10. Zwracajcie uwagę na to, aby krem miał przede wszystkim wysoką ochronę UVA! Dla przypomnienia, większość preparatów będzie miała tę ochronę na poziomie 1/3 SPF UVB.


Wyróżnia się 6 fototypów:

  • Fototyp I (celtycki) – blada cera, ciało, rude włosy i jasne oczy, duża liczba piegów i pieprzyków. Oczy jasnoniebieskie lub zielone. To skóra bardzo wrażliwa na słońce, oparzenia słoneczne mogą pojawiać się już po 5 minutach ekspozycji. Zalecany filtr minimum SPF 50.
  • Fototyp II (północnoeuropejski) – jasna cera, włosy rude lub blond, niewiele piegów i pieprzyków. Oczy niebieskie, brązowe lub szare. Skóra wrażliwa na słońce, aczkolwiek przy stosowaniu odpowiedniego filtra pojawia się po etapie “czerwoności” ładna, brązowa opalenizna. Zaleca się filtr minimum SPF 30, najlepiej SPF 50.
  • Fototyp III (środkowoeuropejski) – cera jasna, włosy brązowe, kasztanowe. Oczy szare lub brązowe. Ciało opala się stopniowo, rzadko występują poparzenia słoneczne. Zaleca się minimum SPF30.
  • Fototyp IV (południowoeuropejski) – oliwkowa cera, ciemne włosy i oczy. Typowa uroda południowoeuropejska (np. spójrz na kobiety z Włoch, Grecji, Hiszpanii). Skóra dość odporna na słońce, opala się szybko i na brązowo. Minimalna ochrona na poziomie SPF 20.
  • Fototyp V (azjatycki i północnoafrykański) – oliwkowa, ciemna skóra, włosy i oczy. Duża odporność na słońce, ochrona po poziomie SPF 15.
  • Fototyp VI (afrykański) – brązowa do ciemnobrązowej skóry, ciemne włosy i oczy. Bardzo wysoko odporność na słońce. Polecana ochrona minimum SPF 10.

Co oznacza, że filtr jest wodoodporny?

Nie oznacza to, że możesz zanurkować na godzinę w morzu i potem jak gdyby nigdy nic wrócić do leżakowania. Woodoporność oznacza, że produkt zachowuje swoje właściwości ochronne do dwóch kąpieli wodnych, każda po 20 minut. Jednak po kontakcie z wodą deklarowany SPF spadnie. Warunkiem uznania produktu za wodoodporny jest gwarancja producenta, że wskaźnik ochrony po kontakcie z wodą będzie większy niż 50% deklarowanego początkowo SPF. Czyli po 40 minutach z nałożonym filtrem wodoodpornym SPF 50 twoja ochrona spada między SPF 25 a SPF 49. Spadnie też przy pocieraniu skóry ręcznikiem. Aha! I pamiętajcie, że woda nie chroni przed promieniowaniem UVA. Tak jak wspomniałam, UVA bez problemu sobie tutaj przenika.


Ile promieniowania UVB zatrzymuje krem z filtrem SPF30 i SPF50? Który jest lepszy?

Różnica jest… niewielka. W zależności od wysokości ochrony będzie pochłaniane: SPF 15 ~ 93% promieniowania UVB,  SPF 20 ~ 95%, SPF 30 ~ 97%,  SPF 50 ~ 98%.


Ile promieniowania UVA zatrzymują kremy z filtrem?

Czy na podstawie SPF możesz powiedzieć, ile promieniowania UVA (nie UVB) zatrzymuje kosmetyk? Nie zawsze. W większości przypadków możesz to jednak oszacować. Jeśli na opakowaniu znajduje się UVA w kółeczku, to masz gwarancję producenta, że ochrona UVA produktu jest co najmniej na poziomie 1/3 SPF UVB.


PPD, PA++++, IPD – co oznaczają te symbole? Ochrona przed promieniowaniem UVA

Czy można kupić filtr, który ma jasno określoną ochronę przed UVA? Tak! Szukaj na opakowaniu skrótów IPD, PPD lub PA. PPD, czyli Peristent Pigment Darkening, określa w procentach, o ile zmniejszy się dawka promieniowania UVA absorbowana przez skórę. Czyli PPD 20 oznacza, że do ciała dotrze o 20% mniej promieniowania UVA niż bez użycia tego produktu.

Kolejny skrótem jest PA i następujące po nim plusy. Im więcej plusów, tym wyższa ochrona UVA (maksymalnie 4 plusiki). Czyli idealnie, gdyby na Twoim kremie z filtrem widniało PA++++.

Ostatni ze skrótów IPD, czyli Pigment Darkening, jest dużo rzadziej stosowany i jeszcze mniej dokładny. Oznacza on wpływ UVA na skórę po 60 sekundach. IPD 10 będzie oznaczać, że do skóry po 60 sekundach ekspozycji dotrze o 10% mniej UVA niż nie stosując filtra.

Kupując filtr, możesz znaleźć na opakowaniu jeszcze dwa symbole: IR lub HEV. IR oznacza promieniowanie podczerwone (podobnie jak UV emitowane przez słońce). HEV zaś oznacza promieniowanie niebieskie, emitowane przez ekrany – komputerów, telefonów, tabletów. Myślę, że to akurat temat na osobny artykuł, jednak w tym momencie chcę, abyś wiedziała, że takie promieniowanie istnieje, jest niebezpieczne i fajnie, jeśli trafisz na filtr, który zabezpiecza nie tylko przed promieniowaniem UVB/A, IR, ale także HEV.


Ile nakładać filtru słonecznego na twarz?

Całkiem sporo, a w zdecydowanej większości przypadków dużo więcej, niż nakładałaś dotychczas. Mądre głowy mówią, i ja ich słucham, że powinno to być między 1 a 2 ml produktu (średnio 1/4 łyżeczki). Jeśli chcesz jeszcze dokładniejszej odpowiedzi, to donoszę, że powinno to być 2 miligramy produktu na 1 cm² skóry.

Jeżeli podobnie jak mnie nie chce ci się odmierzać ile to jest, stosuj regułę dwóch palców. Wyciśnij na długość palca wskazującego i środkowego krem – tyle ma znaleźć się na twojej twarz, szyi, również płatkach uszu. Sporo? Oj tak! Ale tylko tak zaaplikowany produkt gwarantuje, że uzyskasz ochronę deklarowaną przez producenta.


Ile kremu z filtrem powinnam nakładać na ciało?

Specjaliści uśredniają (bo wszystko zależy przecież od “wielkości” ciała), że powinno to być mniej-więcej 6 łyżeczek produktu. Najwięcej powinno lądować na plecach (tu też najczęściej musimy ten filtr reaplikować). Średnio “dwie pięciozłotówki” kremu. Krem aplikuje także na zapominane obszary – stopy, dłonie, płatki uszu czy powieki.

Nie zapominaj o ochronie ust, stosuj pomadki z filtrem. No i o włosach – idealnie założyć czapkę, kapelusz. Jeśli nie ma takiej możliwości, sięgnij po produkty ochronne do włosów. Ja lubię mgiełkę ochronną do włosów od Macadamia Endless Summer. Po pierwsze, pachnie wakacyjnie, po drugie, nie skleja włosów (a robi to mnóstwo mgiełek ochronnych). Kupuję TUTAJ, kosztuje około 79 zł za 125 ml.


Używam podkładu / pudru / kremu BB z filtrem – czy muszę nakładać jeszcze krem z filtrem?

Tak, po pierwsze dlatego, że z pewnością ani pokładu, ani pudru, a już z pewnością kremu BB, nie nakładasz w takiej ilości na twarz (przypominam, dwa palce!). Po drugie, jeśli nakładasz go mniej, to owszem, jakaś ochroną występuje, lepsze to niż nic, jednak nie jest to tak solidna ochrona, jak w przypadku dobrze zaaplikowanego kremu z filtrem. I uwaga, nie jest tak, że SPF “się sumują”. Jeśli nałożyć podkład SPF 20 (nawet jak zrobisz maskę “na 2 palce”, w co wątpię), a wcześniej SPF 30 filtr, nie oznacza to, że masz ochronę SPF 50. Zakładając, że filtr nałożyłaś poprawnie, w odpowiedniej ilości, ochrona UVB wynosi mniej więcej SPF 30 (i 1/3 z tego UVA). Liczy się najwyższa wartość z nałożonych produktów z SPF.

Ja zwykle łączę kremy BB z filtrami. Zwłaszcza latem: najpierw nakładam krem z filtrem, czekam 15-20 minut i robię makijaż przy pomocy kremu BB/CC SPF 50 (bo mam kilku ulubieńców). Poza ciepłym okresem używam tradycyjnych podkładów i tu nie zwracam uwagi, czy mają SPF. Co więcej, sporo podkładów z wysoką ochroną po prostu mi się nie sprawdza: ważą się, ciastkują w kontakcie z kremami SPF. Dlatego sięgam po podkłady zwykłe, bez filtrów, a “pod spód” cały rok aplikuję sprawdzone filtry SPF 50 (moja lista ulubieńców poniżej).


Jaki filtr wybrać: mineralny czy chemiczny?

Poza decyzją, jakiej wysokości filtr SPF kupisz, musisz również zastanowić się, czy wybrać filtr mineralny czy chemiczny. I tak jak zwykle bywa, nie ma jednoznacznej odpowiedzi, jednak postaram się wskazać wady i zalety obu filtrów. Wszystkie polecane przeze mnie filtry zapewniają ochronę przed promieniowaniem UVB i UVA, niektóre również przed promieniowaniem podczerwonym (IR). Poniżej znajdziecie dwanaście sprawdzonych na własnej skórze kremów, żeli i sprayów ochronnych. Polecam głównie SPF 50 i SPF 30, bo nie lubię się rozdrabniać i stosowanie niższej ochrony jest ekstremalnie niepraktyczne. Żaden z polecanych przeze mnie filtrów nie ma w sobie nanocząsteczek.


Filtry mineralne (fizyczne) wady i zalety

Filtry mineralne to dwie substancje: dwutlenek tytanu (inci: Titanium Dioxide) lub tlenek cynku (Zinc Oxide). Filtr mineralny działa jak tarcza: otula skórę i działa na zasadzie adsorbcji (czyli pochłonięciu) promieniowania. Dodatkowo niewielki procent ochrony filtrów mineralnych pochodzi z odbicia promieniowania (do 5%). Tlenek cynku chroni zarówno przed UVB, jak i UVA, dwutlenek tytanu za to jest mistrzem ochrony UVB. Filtry mineralne zdecydowanie rzadziej uczulają, dlatego też polecane są kobietom w ciąży, dzieciom i osobom z wrażliwą skórą. Kosmetyki ochronne z tlenkiem cynku polecane są także osobom z cerę trądzikową i tłustą. Tlenek cynku ma działanie antybakteryjne, dobrze też reguluje wydzielanie sebum.

Minusy? Filtry mineralne bielą skórę (nie bez powodu stosowane są także jako barwniki w kosmetykach mineralnych). Dużo mniejsze bielenie występuje przy zastosowaniu cząsteczek nano tlenku cynku i dwutlenku tytanu. Jednak te są wyjątkowo szkodliwe dla organizmów wodnych (o tym później). Filtry mineralne często ciężko się rozprowadza na skórze (chociaż ja znam wyjątki!), mogą gorzej współpracować z makijażem. Jeśli w kosmetyku zastosowano dwutlenek tytanu lub tlenek cynku o dużych cząsteczkach (nie nano) i w dużym stężeniu, może się zdarzyć, że przytkają pory. Filtry mineralne są też dużo łatwiej ścieralne ze skóry. W przeciwieństwie do filtrów chemicznych nie wnikają w nią, a jedynie pozostają na powierzchni. Dlatego wybierając filtr mineralnych na plażing szczególnie pamiętaj o jego częstej reaplikacji w ciągu dnia!


Dobre filtry mineralne (fizyczne)

1. Bioderma, Photoderm Mineral SPF 50 | 2. Plantea, Sun Shield SPF 50 | 3. Madara, Plant Stem Cell Antioxidant, krem do ciała z filtrem SPF 30 | 4. Anthylis, Spray przeciwsłoneczny do skóry wrażliwej SPF 30


Bioderma, Photoderm Mineral SPF 50

Filtr mineralny, taki z prawdziwego zdarzenia. Prosty skład, idealny dla wrażliwców i dzieci. Wygodna forma spreju. Niestety, mocno bieli, pod makijaż się nadaje, o ile mamy czas czekać jakieś 40-50 minut przed aplikacją. To filtr typowo “plażowy”, tłusty, bezwodny. Mam mieszaną cerę i absolutnie mnie nie “zapchał”, jednak to typowy tłuścioch. Może się to nie podobać.

Cena: do 50 zł / 100 ml, kupujcie w aptekach. TU podrzucam porównanie cen Photoderm Mineral.


Plantea, Sun Shield SPF 50

Filtr mineralny, którego bielenie (jak na pierwszy w składzie tlenek cynku) jest minimalne. W składzie dodatkowo zielona herbata, izomerat sacharydowy i lanolina roślinna. Krem jest wodoodporny, a przy tym lekki. Nadaje się pod makijaż. Filtr jest ciężko dostępny, swoje kosztuje, ale można kupić oryginał na stronie Plantea lub w jednym ze sklepów na allegro.

Cena: 119 zł / 50 ml


Madara, Krem do ciała z filtrem SPF 30 – Plant Stem Cell Antioxidant

Mój ukochany filtr mineralny. Przepięknie pachnie, nie bieli i rozprowadza się jak marzenie. Nie zostawia tłustego filmu. Dobrze nawilża, w gorące dni zastępuje mi także krem do twarzy. To kosmetyk naturalny, z certyfikatem Ecocert. Bazę stanowi sok z liści aloesu, więc uwaga, jeśli jesteś uczulona na tę roślinę, odradzam! W zapachu jednak kompletnie tego aloesu nie czuję (to dla mnie na plus). Wspomagająco w składzie także witamina E i olej z nasion malin oraz komórki z łodygi nadbałtyckiego pszczelnika wąskolistnego (mnóstwo antyoksydantów).

Cena: ok. 75 zł / 100 ml, kupuję TUTAJ.


Anthylis, Spray przeciwsłoneczny do skóry wrażliwej SPF 30 a także wersje SPF 20 i SPF 50

Ta marka zrobiła wszystko dobrze. Trzy filtry mineralne i każdy na medal. Wegański, idealny dla skóry wrażliwej i dzieci (świetne wyniki testów na obecność niklu, chromu i kobaltu), bez nanocząsteczek. Tak, trochę bieli – nic dziwnego, bo to filtry w 100% mineralne, oparte na tlenku cynku i dwutlenku tytanu. Wodoodporny i jednocześnie bezpieczny dla środowiska wodnego (certyfikat EcolCare). Filtry są nieperfumowane, nie zawierają silikonów, parabenów i sztucznych środków konserwujących (naturalny konserwant witamina E).

Cena:

  • SPF 50: ok. 100 zł / 100 ml, obecnie promocja, kupuję TUTAJ
  • SPF 30: ok. 92 zł / 100 ml, kupuję TUTAJ
  • SPF 20: ok. 85 zł / 100 ml, kupuję TUTAJ

Dobre filtry mieszane (chemiczne + mineralne)

A czy można tak pośrodku? Jedną nogą w mineralnych, drugą w mieszanych? No jasne 🙂 To fajna opcja zwłaszcza pod makijaż.

1. Caudalie Suncare SPF 50, krem przeciwsłoneczny i przeciwzmarszczkowy do twarzy | 2. Holika Holika – Aloe Water Proof Sun Gel SPF 50/PA++++ – łagodzący krem z filtrem przeciwsłonecznym | 3. Equilibra Aloesowy krem przeciwsłoneczny SPF 50+ UVA, UVB | 4. Mustela Bebe-Enfant Sun SPF 50+, mleczko przeciwsłoneczne


Caudalie Suncare SPF50, krem przeciwsłoneczny i przeciwzmarszczkowy do twarzy

Filtr mieszany, poza chemicznymi zawiera także dwutlenek tytanu. Krem delikatnie bieli, ale bardzo szybko się wchłania. Pięknie pachnie i nałożenie “dwóch palców” filtra nie stanowi problemu. Krem jest lekki, ma również za zadanie pielęgnować cerę, więc latem stosuję go po tonizacji skóry. Czyli uważam jako kremu na dzień i filtra jednocześnie. Nie zawiera alkoholu ani silikonów. Jeden z lepszych zarówno pod mocny jak i delikatny makijaż.

Cena: 95 zł / 50 ml, kupuję TUTAJ


Holika Holika – Aloe Water Proof Sun Gel SPF50/PA++++ – łagodzący krem z filtrem przeciwsłonecznym

Filtr co prawda mieszany, ale głównie chemiczny. Na szarym końcu składu jest troszkę dwutlenku tytanu. To opcja dla osób poszukujących lekkich filtrów, które ani trochę nie bielą. Ma konsystencję żelu, wnika w skórę szybciutko, spokojnie nałożycie wymaganą ilość tego produktu. Intensywnie pachnie aloesem, co może być tak samo jego wadą jak i zaletą. Sam aloes może uczulać, dlatego osoby wrażliwe na ten składnik, raczej nie powinny sięgać po ten żel. Uwaga, stosowany solo może wysuszać, dlatego tutaj mocno zalecam serum nawilżające lub porządny krem nawadniający – aloes wiąże wodę szybciutko, jak macie suchą, odwodnioną skórę, to wyciśnie z niej ostatnie krople.

Cena: ok. 70-80 zł / 50 ml, rozglądaj się jednak za promocjami. Tu lista sklepów z tym żelem Holika Holika


Equilibra Aloesowy krem przeciwsłoneczny SPF 50+ UVA, UVB

Filtr mieszany. Kolejna aloesowa propozycja, tym razem jednak gęsta, silnie otulająca, ale w żadnym przypadku nie jest to tłuścioch, wręcz jest dość “tępy” w obsłudze. Zawiera aż 40% soku z aloesu i to czuć – zapach jest intensywny, nie dla każdego. To produkt wodoodporny, ale jednocześnie świetnie pracujący z lekkim makijażem. Nie zawiera parabenów, silikonów ani wazeliny. Nieperfumowany i jak na tak wysoką ochronę – tani.

Cena: ok. 38 zł / 50 ml, kupuję TUTAJ.


Mustela Bebe-Enfant Sun SPF 50+, mleczko przeciwsłoneczne

Filtr mieszany (chemiczne + dwutlenek tytanu), z niezwykle dobrym składem. Odpowiedni nie tylko dla dzieci, ale także cer atopowych, suchych i wrażliwych. To jeden z najczystszych składowo filtrów na rynku. Nieperfumowany, wydajny, nie bieli i jest przyjemny w aplikacji.

Cena: ok. 28 zł / 40 ml. Jest ciężko dostępny, szukajcie w aptekach online [klik!].


Filtry chemiczne wady i zalety

Upraszczając, filtry chemiczne zamieniają promieniowanie UVB w… ciepło. Takie filtry są lekkie, zdecydowanie mniej wyczuwalne na skórze niż mineralne. Ogromna większość z nich idealnie sprawdzi się przez cały rok, zarówno solo jak i pod makijaż. Filtry chemiczne są też bardziej odporne na ścieranie. W dodatku niezwykle rzadko bielą skórę. Nakłada się je łatwo i przyjemnie. Minusy? Ciężko dorwać filtr chemiczny bez substancji pomocniczych uznawanych (często na wyrost) za kontrowersyjne (silikony, PEGI itp.). Przy filtrach chemicznych jest też nieco większe prawdopodobieństwa uczulenia, głównie właśnie ze względu na “substancje pomocnicze”. Jeśli jesteś alergikiem, masz wrażliwą cerę, musisz bardzo dokładnie przeanalizować skład takiego filtra chemicznego. Żeby nie zrobić sobie krzywdy.


Dobre filtry chemiczne

1. Purito – Centella Green Level Safe Sun SPF50+/PA++++ | 2. Dermedic Sunbrella krem ochronny SPF 50+ | 3. Derma Sun, Balsam słoneczny SPF 50 | 4. Babydream, spray przeciwsłoneczny dla niemowląt i małych dzieci, SPF 50+


Purito – Centella Green Level Safe Sun SPF50+/PA++++ – Ochronny Krem Przeciwsłoneczny

Filtr chemiczny, niezwykle lekki. Nie bieli, co przy codziennym stosowaniu (a tak trzeba!), jest ogromną zaletą. Nadaje się zarówno pod delikatny, jak i pod mocny makijaż. Nie wyświeca cery. Ma w sobie ekstrakt z wąkroty azjatyckiej i niacynamid (działanie łagodzące, nawilżające, regenerujące). To jeden z lepszych filtrów na rynku, trudno dostępny, ale jak na niego zapolujecie, to powinnyście być zadowolone.

Cena: ok. 92 zł / 60 ml, ja kupuję TUTAJ


Dermedic Sunbrella krem ochronny SPF 50+

Filtr chemiczny, wodoodporny. Bardzo lubię ten produkt. Moja ulubiona wersja przeznaczony do cery suchej i normalnej i rzeczywiście, spełnia się u mnie rewelacyjnie. Szybko się wchłania, delikatnie pachnie i współpracuje z makijażem. Dostępna jest także wersja dla cery tłustej i mieszanej – jest jeszcze lżejsza. Sunbrellę kupicie w aptekach.

Cena: około 35 zł / 50 g (TU możecie sprawdzić, gdzie kupicie ten filtr najtaniej)


Derma Sun, Balsam słoneczny SPF 50

Filtr chemiczny, wodoodporny. Fajna propozycja dla alergików i wrażliwców. Nie zawiera substancji zapachowych, barwników ani parabenów. Jest dość tłusty, ale ładnie się wchłania. Nakładam go również z powodzeniem na okolice oczu i nic złego się nie dzieje (to duży sukces u mnie). Radzi sobie z kremem BB/CC i lekkim podkładem, ale pod mocniejszy makijaż sugeruję nieco lżejszy filtr.

Cena: ok. 56 zł / 100 ml, do kupienia głównie w aptekach, TU lista.


Babydream, spray przeciwsłoneczny dla niemowląt i małych dzieci, SPF 50+

Filtr chemiczny, wodoodporny. Wygodny psikacz, do kupienia w lokalnym Rossmannie. Aczkolwiek najczęściej… jest wyprzedany. Ja swój dorwałam RAZ stacjonarnie, chyba we wrześniu, więc już pod koniec lata. Polecam kupować online. Wbrew temu, co widnieje na etykiecie, radzę z nim uważać, jeśli macie skłonności do alergii. Nie nadaje się też do aplikacji w okolicach oczu, mnie przykładowo szczypie. Jest też kapryśny przy makijażu, ja z niego w tej materii kompletnie rezygnuję dla innych filtrów chemicznych. Ale do ciała jest rewelacyjny, zwłaszcza na plażing. To tani produkt i nadal uważam, że jako całoroczna ochrona jest to bardzo dobry wybór.

Cena: ok. 30 zł / 200 ml, kupuję oczywiście w Rossmannie (obecnie promocja, jest za 26 zł).


Kontrowersje wokół filtrów chemicznych

Część filtrów chemicznych ma dość niejasną renomę, mimo że substancje te znajdują się na liście filtrów dopuszczonych w kosmetykach. Cały problem polega na tym, że ich wpływ nie jest do końca przebadany, łazimy tu troszkę we mgle. Część z nich stosowana “solo” jest niestabilna (czyli ulega rozpadowi na powierzchni skóry). Chociaż istnieje również całkiem sporo badań i eksperymentów, które zaprzeczają niestabilności tych filtrów… Co więcej, filtry są dodatkowo stabilizowane przez inne substancje obecne w składzie kosmetyku. Są przykładowo polimery (Polyacrylate 15, Polyacrylate 17), które również pozwalają na uzyskanie woodoporności kosmetyku.

O ile nie masz nadmiernie reaktywnej skóry, sam filtr nie zrobi Ci krzywdy, nie podrażni. Nie demonizujmy zatem filtrów chemicznych, bo jest to sprawa mocno niepewna, również w środowisku naukowym. Jeżeli kosmetyk UV Cię uczulił, podrażnił, może to być wynik zastosowanych substancji wspierających, silikonów, barwników czy substancji zapachowych. Tylko dokładna analiza INCI pomoże ustalić, co jest przyczyną problemu

To, co jest jednak pewne, to że więcej szkody przynosi niestosowanie jakichkolwiek filtrów ochronnych niż stosowanie filtrów chemicznych!


Filtry chemiczne i mineralne: wpływ na środowisko

No niestety, niektóre substancje chroniąc nas, szkodzą środowisku, zwłaszcza wodnemu. Ty się pluskasz, a one np. utleniają wodę, doprowadzając chociażby do zaburzenia rozwoju organizmów morskich (np. małże). Najbardziej przyczyniają się do tego te filtry chemiczne: PABA, Ethylhexyl Salicylate, Ethylhexyl Triazine, Oxybenzone, 4- Methylbenzylidene Camphor i Diethylhexyl Butamido Triazone.

Czy wyjściem z sytuacji są filtry mineralne? Tak, ale nie te w wersji nano! Dwutlenek tytanu i tlenek cynku w wersji nanocząsteczkowej (w składzie INCI w nawiasie przy nich występuje słowo nano) przenikają do planktonu i trwale uszkadzają. A plankton jest źródłem pożywienia dla wielu gatunków zwierząt. Filtry fizyczne (znów, tylko w wersji nano) negatywnie wpływają też na rafę koralową, przyspieszają jej obumieranie.


Szkodliwe mity i prawdy absolutne na temat ochrony słonecznej

Na koniec jeszcze garść rzeczy, o których muszę wspomnieć.

NIE – słońce nie leczy wyprysków czy opryszczki.

Owszem, słońce wysusza, chwilowo cera jest ładna. Jednak bardzo szybko następuje nadprodukcja sebum i krostkowy problem wraca ze zdwojoną siłą. Przegrzanie opryszczki to również nie jest za dobry sposób. Możesz uzyskać efekt odwrotny od zamierzonego, czyli opryszczka się “rozleje” i zajmie kolejne milimetry skóry.

NIE – ochrony słonecznej nie stosuje się jedynie latem, podczas urlopu, a konkretnie narodowego smażenia na plaży

Ochronę słoneczną trzeba stosować cały rok. Jak wspomniałam już w tekście, promieniowanie UVA (to groźniejsze) dociera do Ziemi przez cały rok, z taką samą mocą. Bez problemu również dostaje się przez wodę czy szyby. Dlatego znajdź dobry krem z filtrem i stosuj go CODZIENNIE.

NIE – stosowanie kremów przeciwsłonecznych nie powoduje niedoborów witaminy D!

Przeczytałam gdzieś tę bzdurę i do tej pory nie wiem, skąd to przeświadczenie. Szacuje się, że ponad 90% Polek i Polaków ma niedobory witaminy D. A wiadomo, że mniejszość z nas codziennie używa filtrów. To raz, dwa – winnych trzeba szukać gdzie indziej. Jak dla mnie rzecz leży w diecie. Jemy bardzo mało tłustych ryb, owoców morza. Paradoksalnie też bardzo mało “łapiemy słońca”. Aby zmagazynować dzienną dawkę witaminy D powinnyśmy przebywać minimum 20 minut na słońcu, z odkrytymi ramionami. Ile z nas to robi? I nie, leżenie plackiem na plaży przez tydzień na urlopie nie zmagazynuje witaminy D “na ciemne czasy”. Inna sprawa, że narody skandynawskie, które “ciepełka” mają zdecydowanie mniej niż my, mają statystycznie lepsze zdrowie od Polaków. Dlaczego? 🙂 Ano, dieta i dbanie o zdrowie, Kochani. U nas jest z tym nadal na bakier.

NIE – odzież z “filtrem” nie jest modnym wymysłem nastawionym na oskubanie z hajsu

Istnieje odzież ochronna z filtrem! Oczywistością są okulary (wybierajcie najlepiej te z UV 400), ale możecie też kupić ubrania ochronne, w których włókna poliestrowe wpleciono nanocząsteczki dwutlenku tytanu. Pigment wtapia się w tkaninę, dlatego też mimo wielokrotnego prania czy zwyczajnie starości ubrania, nie traci ona ochrony. Ochronne ubrania UV mają oznaczenie UPF (ultraviolett protection factor). Można też znaleźć odzież ochronną z oznaczeniem UV801 – oznacza to, że takie ubranie nie traci właściwości ochronnych nawet jak jest mokre lub rozciągnięte. Odzież “z filtrem” zwykle szybko schnie i jest przewiewna, typowo sportowa.


Filtry “roślinne” – czy to ma w ogóle sens?

I na koniec tak szkodliwy mit, że muszę napisać troszkę więcej. Bo stosując “filtry roślinne” prosicie się o ostre kłopoty.

Nie ma sensu stosowanie filtrów roślinnych. Jako ogromna zwolenniczka kosmetyków naturalnych z pełną odpowiedzialnością piszę, że ŻADEN olej z pestek malin, masło shea, olej z marchwi czy żel z aloesu (tak, o tym też słyszałam) nie zapewni ochrony słonecznej. Ani przed promieniami UVB, ani tym bardziej UVA. Nie ma żadnych wiarygodnych badań potwierdzających, że oleje są w stanie skutecznie chronić przed słońcem. Co więcej, różnice będą drastyczne i zależą od pochodzenia oleju, procesu tłoczenia,  czy odmiany rośliny. Osławiony olej z pestek malin może mieć co najwyżej w porywach odpowiednik SPF 6, ale jest niestabilny, częściowo jest wchłaniany przez skórę, a reszta wyparowuje, ulatnia się. I gdzie ta ochrona? Już nie wspominam, że tak “chronione” ciało wymagałoby niemal nieustannej reaplikacji grubych warstw oleju. To świetny sposób na zrobienie człowieka na rożnie, a nie skuteczną ochronę przed promieniowaniem UVB i UVA.


Filtry UV dopuszczone do stosowania w kosmetykach – lista INCI

Szczęśliwie nie jest tak, że do kosmetyków można wrzucić wszystko. W Polsce (i UE) listę filtrów UV reguluje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) nr 1223/2009 z dnia 30 listopada 2009 r. dotyczące produktów kosmetycznych (załącznik VI). Poza listą substancji, jest również wskazane maksymalne stężenie i środki ostrożności. Nie bez powodu nie znajdziecie na tej liście substancji naturalnych typu aloes czy olej z pestek malin (o tym za chwilę, bo włos mi się jeży na głowie). Dlaczego? Bo słabo pochłaniają promieniowanie, ich fotostabilność niemal nie istnieje i tak naprawdę pełnią rolę jedynie pomocniczą.


Tlenek cynku w kosmetykach przeciwsłonecznych

Tak, słusznie na powyższej liście widzicie tylko jeden filtr mineralny (Dwutlenek tytanu, pozycja 27). Tlenek cynku, drugi popularny filtr mineralny, został jednak wprowadzany na tę listę w 2016 roku, za sprawą Rozporządzenia Komisji (UE) 2016/621 z dnia 21 kwietnia 2016 r. zmieniającej załącznik VI do rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) nr 1223/2009 dotyczącego produktów kosmetycznych. Co istotne, tlenek cynku został wpisany na listę z konkretnych zastrzeżeniem:

“Komisja uważa, że należy dopuścić stosowanie tlenku cynku w postaci innej niż nanocząsteczki w charakterze substancji promieniochronnej w produktach kosmetycznych; stosowanie tlenku cynku w postaci nanocząsteczek (zgodnie ze specyfikacjami SCCS) należy dopuścić w charakterze substancji promieniochronnej w produktach kosmetycznych. Obie postacie przedmiotowej substancji należy dopuścić do użycia, przyjmując stężenie maksymalne wynoszące 25%, z wyjątkiem zastosowań, które mogą prowadzić do narażenia płuc użytkownika końcowego na kontakt poprzez wdychanie.”

W skrócie: tlenek cynku jest super, o ile występuje w stężeniu mniejszym niż 25% i nie jest stosowany w produktach w aerozolu. I o ile nie interesuje Cię wpływ nanocząsteczek filtrów mineralnych na organizmy wodne.


 

Skomentuj przez Facebooka!



2 thoughts on “Ochrona słoneczna w pigułce. 12 najlepszych kremów z filtrem chemicznym, mineralnym i mieszanym!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.