Kosmetyki świata: kosmetyki litewskie. Margarita, kili.g, Green Feel, Spalvoti Kvapai i inne!

Często bywam na Suwalszczyźnie. Stamtąd do granicy z Litwą mam może ze trzydzieści kilometrów. Ostatni pobyt wykorzystałam na wyprawę do Kowna, drugiego co do wielkości miasta na Litwie. W ramach pamiątek z wyprawy zaopatrzyłam się w litewskie kosmetyki. Poznajcie litewskie marki kosmetyczne, które zasługują na popularność w Polsce.

BIOK, Uoga Uoga, Cosmoway i malutkie firmy kosmetyków naturalnych

Pewnie Was to zdziwi, ale jeszcze do niedawna na Litwie istniał jeden rodzimy producent kosmetyków. Było to UAB „BIOK Laboratorija” (www.biok.lt) (UAB to litewski skrót na spółkę z o.o.). To oni stoją za dużą częścią znanych, litewskich marek. W ich portfolio znajdziemy Margaritę, Kili.g czy rasa. Jednak od paru lat litewski rynek kosmetyczny przeżywa prawdziwy rozkwit. Pojawił się Cosmoway – duży koncern, coś jak nasz Bell Cosmetics, znane już na zachodzie Uoga Uoga i wyrastające jak grzyby po deszczu małe firmy kosmetyczne produkujące kosmetyki naturalne i organiczne.

Podczas mojej jednodniowej wizyty w Kownie odwiedziłam ogromne centrum handlowe Akropolis, które nie tylko zachwyca rozmiarem, ale również architekturą. Nowoczesny budynek Akropolis zawiera w sobie fragmenty starej fabryki. Wygląda to bajecznie:

Źródło: city.info.net

No dobrze, wróćmy jednak do litewskich kosmetyków.

Przede wszystkim buszowałam w poszukiwaniu kosmetyków relatywnie tanich – za górną granicę przyjęłam około 40 zł za produkt. Nie chciałam kupować w ciemno czegoś, co potem trafi do kosza. Postawiłam w większości na produkty do pielęgnacji twarzy, których używam najczęściej (a więc i większy zapas nie będzie zbyt mocno urywał mi regałów w mieszkaniu). Poniżej znajdziecie krótkie, ale konkretne opisy moich zdobyczy.

Margarita – legenda litewskich produktów do pielęgnacji

To najpopularniejsza litewska marka kosmetyczna, która wyskakuje w google. Producent? Oczywiście BIOK Laboratorija.

Kupiłam dwa produkty Margarity: piankę oczyszczającą do twarzy (z certifikatem Eco Cert) oraz nawilżającą maseczkę do twarzy z ekstraktem z czerwonej koniczyny i biokolagenem.

Pianka bardzo dobrze oczyszcza twarz, nie wysusza i niezwykle pięknie pachnie. Czym? Chyba nagietkiem, chociaż mnie zapach pianki przywodzi na myśl kolorowe cukierki na gumce, którymi niezdrowo zajadałam się w podstawówce. Z pewnością będę ponownie kupować tę piankę. Jest zwyczajnie tego warta. Tym bardziej, że cena na Litwie to jakieś 6 euro (w promocji nawet 4 euro).

Maska nawilżająca od Margarity to prawdziwa uczta dla skóry. Świetnie nawilża i wygładza. I nie jest to jedynie efekt na 5 minut po zmyciu maski. Podobnie jak pianka oczyszczająca obłędnie pachnie. Po pierwszym użyciu długo nie mogłam skojarzyć, czym mi tak przyjemnie łechce nozdrza, aż wreszcie doczytałam: ekstrakt z czerwonej koniczyny. Pachnie łąką po deszczu. No ja się rozpływam 🙂 Cena tej przyjemności? 4 euro.

rasa – tanio i hipoalergicznie

Kolejna marka BIOK Laboratorija, która cieszy się sporą popularnością Litwinek. Znalazła się u mnie w koszyku ze względu na promocję. Początkowo miałam kupić krem do twarzy, ale ostatecznie padło na wodę micelarną. Była przeceniona z 6 na 3 euro. To jeden z przyjemniej pachnących miceli, jaki wpadł w moje łapki. Delikatnie pachnie rumiankiem, nagietkiem i… awokado. Co jednak najważniejsze: woda micelarna rasa jest idealna dla wrażliwych oczu. Dobrze oczyszcza z makijażu, nie lepi się i nie podrażnia.

W portfolio rasa znajdziemy także produkty do pielęgnacji włosów i ciała, jednak wyprzedaż w drogerii pozostawiła dla mnie jedynie puste półki. 🙂

kili.g – młodość i radość dla każdego

Zwróciłam uwagę na tę markę w pierwszej kolejności po wejściu do lokalnej drogerii. Mój wzrok przykuły przepiękne opakowania i lekka, “młodzieżowa” komunikacja. Pogrzebałam, użyłam w kilku miejscach translatora i dowiedziałam się, że w DNA kili.g jest życie chwilą i pochwała aktywnego, pełnego radości życia. To marka, która podąża za trendami i próbuje dostarczyć je w możliwie rozsądnej cenie dla przeciętnej Litwinki i Litwina (marka ma w swojej ofercie również produkty dla mężczyzn).

Kupiłam dwa produkty kili.g, oba z serii My skin is naked!: drobnoziarnisty peeling z ziarenkami ryżu i witaminą E raz wodę micelarną z witaminą B5. Przyznam, że mikrogranulki ryżu naprawdę przyjemnie i jednocześnie delikatnie oczyszczają twarz. To idealny peeling na lato. A do tego kosztował około 4 euro. To rozsądna cena jak na produkt, do którego nie miałam pewności, bo kupiłam go jedynie za ładny wygląd.

Płyn micelarny kili.g to kolejny kosmetyk niemal za grosze. Za 150 ml produktu zapłacimy około 4-5 euro. Przyznam, że chyba miałam szczęście do litewskich miceli: to już kolejna woda micelarna, na którą moja cera zareagowała niezwykle pozytywnie. Nie szczypie w oczy i przyjemnie koi podrażnioną skórę. No i dobrze wygląda na półce w łazience.

Green Feel – przyjemniaczki od giganta

Właścicielem Green Feel jest Cosmoway. To dość wszechstronny producent. W asortymencie Cosmoway jest nie tylko Green Feel Cosmetics (szeroki asortyment kosmetyków do pielęgnacji twarzy i ciała) , ale również przyjemne O’PAPA (dedykowane żelom pod prysznic i mydłom) oraz Code for Love – marka rodzimych lubrykantów. Cosmoway to także wielkie fabryki, w których swoje produkty wytwarzają zagraniczne marki (niestety nie mogłam znaleźć informacji, które konkretnie). Cosmoway jest trochę jak nasz rodzimy Bell, który również zajmuje się produkcją dla innych marek kosmetycznych.

Zgadnijcie, jakie produkty kupiłam od Green Feel… Oczywiście: wodę micelarną z ekstraktem z dyni i krem do rąk z linii As Ikona z passiflorą (a po polsku: z męczennicą, serio). Oba produkty kosztują niewiele: mniej więcej 3 – 4 euro. Krem jest wydajny, porządnie nawilża dłonie i bardzo subtelnie pachnie. Płyn micelarny z Green Feel wypadł zdecydowanie najsłabiej ze wszystkich miceli, aczkolwiek nie oznacza to, że jest złym produktem. Po prostu nieco słabiej od kili.g i Margarity zmywa makijaż. Podobnie jak konkurenci nie szczypie w oczy i nie podrażnia.

Spalvoti Kvapai, czyli kolorowe zapachy

W litewskich centrach handlowych znajdziemy wyspy handlowe (rzadziej pełnowymiarowe sklepy) małych, rodzimych firm kosmetycznych. Mnie udało trafić się na naturalne i pięknie pachnące Spalvoti Kvapai, co tłumacząc na język polski znaczy “kolorowe zapachy”. I rzeczywiście, produkty są obłędne, wprawiają w zachwyt zapachem i kolorem. Spalvoti Kvapai to taki odpowiednik naszej Starej Mydlarni (cenowo również jest podobnie).

Pierwszym z kosmetyków, który przytuliłam do swojej kosmetycznej kolekcji jest solny, drobnoziarnisty, detoksykujący peeling do ciała o zapachu czekolady z pudrem z bambusa. To prawdziwa petarda. Dodatek nawilżających olejków idealnie dopełnia czekoladowy rytuał. Skóra jest odświeżona i pachnącą. Cena? Około 10 euro.  To moja absolutna perełka z Litwy – mam nadzieję, że niedługo będzie mi dane spróbować innych kosmetyków tej marki. Znaczy, poza produktem numer dwa, bo oczywiście nie skończyłam zakupów na jednym produkcie tej marki.

Drugi kosmetyk Spalvoti Kvapai, który wylądował w moim koszyku, to żel pod prysznic o zapachu mango i granatu. Zapłaciłam za niego około 7 euro i nie żałuję ani złotówki. Od żelu pod prysznic oczekuję właściwie jedynie 3 rzeczy: oczyszczenia, pięknego zapachu i niewysuszania skóry. Ten sprawdza się w 100% w swojej roli.

Uoga Uoga – perełka, którą trudno złowić

Na osobne słowa uznania zasługuje jeszcze jedna, naturalna marka litewskich kosmetyków, której niestety, ale nie udało mi się dorwać w stacjonarnych drogeriach w Kownie. Mowa o Uoga Uoga, firmie która funkcjonuje od 2011 i już z sukcesem rozpoczęła sprzedaż poza granicami Litwy. Można ją również kupić w Polsce, na przykład tutaj. Słyszałam, że warto 🙂 Niestety (stety?) marka postawiła w rodzimym kraju na sprzedaż online, a punkty stacjonarne otwiera poza granicami Litwy. Uoga Uoga produkuje zarówno kosmetyki do pielęgnacji jak i makijażu. Planuję za jakiś czas złożyć zamówienie i poznać ten naturalny kosmetyczny fenomen na własnej skórze.

Polskie kosmetyczne akcenty na Litwie

Oczywiście Litwa to nie jakiś dziki kraj i znajdziecie tam również (a może nawet głównie) klasyczne, wielkie koncerny. Bez problemu kupicie kosmetyki producentów dobrze nam znanych jak: Unilever (bardzo popularna marka Dove), L’Oreal, Avon czy Procter & Gamble. Co ciekawe, niezwykle dużo miejsca w popularnych drogeriach zajmuje polski Oceanic z marką AA Cosmetics. I z tego co zaobserwowałam, cieszy się dużym zaufaniem wśród Litwinek. Do tego w litewskich sklepach kosmetycznych znajdziecie markę Joanna, Bielenda, Eveline, Organic Life czy Dr. Irena Eris. Obok popularnych na całym świecie marek na Litwie obecny jest bogaty asortyment kosmetyków wschodnich, głównie z Rosji i Białorusi. Prym wiedzie znana w Polsce Natura Siberica i koncern Kalina z linią kosmetyków Черный жемчуг.


Znacie jakieś litewskie marki kosmetyczne? Koniecznie dajcie znać w komentarzach!

Wpisem o kosmetykach litewskich rozpoczynam nowy cykl na blogu: #kosmetykiświata. Za każdym razem wyjeżdżając poza granice Polski buszuję w zagranicznych drogeriach i w ramach pamiątek, przywożę lokalne kosmetyki.

Na tę chwilę planuję opisać dla Was kosmetyki z Rumunii i kosmetyki z Tajlandii.

Myślę, że w dalszej kolejności pojawią się kosmetyki z Niemiec, Czech i Słowacji.

Mam nadzieję, że pomysł przypadnie Wam do gustu. 


 

Skomentuj przez Facebooka!

2 Komentarze

  1. Nie miałam pojęcia, że oferta litewskich kosmetyków jest tak szeroka 🙂 Szkoda, że są dość słabo dostępne u nas, ja niestety z małopolski mam trochę za daleko by zrobić wypad po kosmetyki 😉

    • Oj tak, jest na bogato, mocno się rozwijają. W tej chwili niektóre z tych marek spokojnie można zamówić online, niestety – ceny są czasem nawet dwukrotnie wyższe… 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.