Czy ten kosmetyk mnie zapcha? O komedogenności i aknegenności | rzeklam.pl blog kosmetyczny | blog urodowy
Czy ten kosmetyk mnie zapcha? O komedogenności i aknegenności

17 października 2021

Czy ten kosmetyk mnie zapcha? O komedogenności i aknegenności

1 Comment

Są takie pytania, które słyszę bardzo często podczas kosmetycznych rozmów. I jednym z takich pytań jest „A czy ten kosmetyk na pewno mnie nie zapcha?” O co chodzi w tym całym zapychaniu? Porozmawiajmy o komedogenności i aknegenności.


Czym jest komedogenność?


Moja odpowiedź na prośbę o ocenę, czy dany kosmetyk Was nie zapcha zwykle jest mało satysfakcjonująca. „Nie wiem, to zależy” – tak zwykle brzmi. I jest w stu procentach prawdziwa. Bo gdyby to było takie proste, to nikt nie miałby problemów z doborem kosmetyków. Dyskusję o zapychaniu dobrze rozpocząć od rozróżnienia dwóch pojęć: komedogenności i aknegenności.

Komedogenność to prawdopodobieństwo danego składnika lub produktu do zatkania ujścia mieszków włosowych (porów). Substancja komedogenna (ang. comedo – zaskórnik), zaskórnikotwórcza łączy się z łojem, bakteriami, obumarłymi komórkami naskórka i zbiera się w porach, stopniowo doprowadzając do ich zapchania. Stopniowo na skórze pojawiają się zaskórniki otwarte, zamknięte, grudki i pryszcze.

Pojęcie komedogenności funkcjonuje już od 1979, kiedy to znany dermatolog specjalizujący się w leczeniu trądziku, A.M. Kilgman sformułował pojęcie „acne cosmetics”. Czyli trądziku wywołanego kosmetykami. To właśnie Kligman stworzył skalę komedogenności, która oczywiście jest niedoskonała i dla wielu osób do dzisiaj stanowi wyznacznik „dobrych i złych” składników. Co jest ogromnym uproszczeniem i zazwyczaj błędem. W dalszej często tekstu dowiecie się, dlaczego.


Czym jest aknegenność?


Aknegenność – „acne” czyli trądzik. Substancja aknegenna zatem to taka, która wywołuje zmiany trądzikowe, wypryski. Zmiany te powstają szybko, w skutek tworzenia przez substancję filmu na skórze lub podrażnienia (najczęściej w skutek) nadmiernego jej złuszczenia.

Film utworzony przez daną substancję prowadzi do zaburzenia procesu keratynizacji naskórka. Pod którym życie jak w Madrycie mają bakterie beztlenowe, odpowiedzialne właśnie za zmiany trądzikowe. Normalnie skóra sama się złuszcza, przesuwa warstwy „wyżej”. Substancja aknegenna nie pozwala skórze się złuszczyć, tylko gromadzi wszystko pod utworzonym filmem na skórze. Tworzą się bolesne zaskórniki zamknięte, cysty, prawdziwe wulkany.

W przypadku substancji aknegennej-złuszczającej, mówimy o nieco innym mechanizmie. Skóra naturalnie produkuje łój, który jest niezbędny do zdrowego jej funkcjonowania. Jeśli jednak zbombardujemy skórę ZBYT dużą ilością / częstotliwością / stężeniem składnika złuszczającego doprowadzamy do kompletnego rozregulowania gruczołów łojowych, zbyt szybkiego złuszczania, w konsekwencji nadprodukcji sebum, które zalegając, będzie idealnym miejscem dla rozwoju wyprysków, zaskórników.

Na jednych dana substancja będzie działać aknegenne, na innych w ogóle! Przykłady? A proszę bardzo!

Wazelina, lanolina, parafina – dla jednych prawdziwy koszmar (zwykle cery tłuste), a dla innych prawdziwe wybawienie. Cery suche czy dojrzałe wprost kochają działanie tych substancji! Tworzą one okluzję, która zapobiega nadmiernej utracie wody z naskórka, z którą to cera sucha ma ogromny problem!

Kwasy AHA, alkohol denaturowany – cery odwodnione, wrażliwe, suche, naczyniowe – mogą mieć spore problemy po zastosowaniu tych składników. Tymczasem cery tłuste (ale nie odwodnione), mieszane, docenią złuszczające kwasy, a alkohol denaturowany w kosmetykach pozwoli im na znalezienie kremu, który będzie lekki jak piórko!


Skala komedogenności – o co chodzi?


Skala komedogenności mówi o prawdopodobieństwie, że dana substancja nałożona na skórę doprowadzi do zatkania porów. Wyrażana jest od 0 (obojętne dla skóry) do 5 (silnie komedogenny). A konkretnie:

0 – nie zatyka porów

1 – znikoma komedogenność

2 – niska komedogenność

3 – umiarkowana komedogenność

4 – wysoka komedogeność

5 -bardzo wysoka komedogenność

Zwykle do określenia komedogenności sięga się po wyniki badań dwóch badaczy: Kligmana i nieco późniejsze Fultona. Niestety, oba badania zostały przeprowadzone lata temu na… uszach królików. Co jak wiadomo, nie przekłada się w 100% na ludzką skórę. Chociażby dlatego, że skóra króliczych uszu ma naturalnie lekko rozszerzone, bardziej widoczne pory. Są też dużo wrażliwsze od ludzkiej skóry, stąd też wyniki otrzymywano szybciej i były nie do końca implikowalne dla ludzkiej skóry. No ale jakiś ogląd daje. Jakiś.

wyniki testów Kligmana

Współczesna skala komedogenności – w czym jest problem?


Czy to znaczy, że komedogenność składnika nadal bada się na króliczych uszach? Nie. Obecnie bada się ją zwykle na ludzkiej skórze, ale i na tym polu nie możemy mówić o 100% wiarygodnych wynikach. Po pierwsze, zwykle komedogenność sprawdza się na skórze pleców, która to zdecydowanie różni się od skóry twarzy. Możecie sami to zaobserwować: składy balsamów do ciała są często cięższe i nic się nie dzieje na ciele. Jeśli próbowaliście nałożyć taki ciężki balsam do ciała na twarz – z dużym prawdopodobieństwem zaobserwujecie problemy skórne.

Po drugie, po aplikacji badanej substancji, skóra jest zasłaniana bandażem. Przyznajcie, zakrywacie skórę bandażem, po jej nakremowaniu? 🙂 Co ważne, testy przeprowadza się na małych grupach, najczęściej do 10 osób.

Po trzecie, testy przeprowadzane są na różnych skórach, a potem uśredniane. Wiadomym jest, że inaczej na olej lniany zareaguje skóra trądzikowa, a inaczej sucha. Jeśli test jest wykonywany na osobie ze skłonnością do wyprysków, to niestety, ale jego wiarygodność dla cery dojrzałej czy suchej jest znikoma.

Po czwarte, dla większości substancji, o ile nie zaznaczono inaczej, komedogenność oznacza się dla 100% stężenia danego składnika. Tymczasem rozcieńczenie składnika zmniejsza jego potencjalną komedogenność. Pamiętaj, że składnik nawet wysoko komedogenny nie wytwarza z automatu kosmetyku komedogennego. W składzie poza nim masz mnóstwo innych substancji, które go rozcieńczają.

Dlatego też jeśli oleje Ci nie służą: nie używaj ich w CZYSTEJ postaci. Ale nie uciekaj z krzykiem, jak zobaczysz w długim składzie kremu do twarzy odrobiny oleju. Nie tędy droga.


Składnik komedogenny nie czyni kosmetyku komedogennego


Ponownie, bo nie sposób zbyt dużo razy powtórzyć. Czysty olej kokosowy jest potencjalnie silnie komedogenny. Ale już jego 4% stężenie w kremu do twarzy może pozostać kompletnie bez negatywnego wpływu na skórę.

Zobaczcie na kilku przykładach! Taki acetylowany alkohol lanolinowy z 4-5 komedogenności (przy 100%) spada do marnej 1 komedogenności przy stężeniu 2,5% w kosmetyku.

Źródło: „A re-evaluation of the comedogenicity concept” Z. D. Draelos, J. C. DiNardo


Jak mądrze korzystać ze skali komedogenności?


Przede wszystkim odradzam Ci 100% wiarę w aplikacje analizujące składy kosmetyków. Mają jeden problem: oceniają konkretny składnik, najczęściej tak, jakby w kosmetyku było jego 100% stężenie. Stąd jednoznacznie widzisz: olej kokosowy – ZAPYCHA. I skreślasz niepotrzebnie kosmetyk, bo kokosowego to tam jest tyle, co kot napłakał.

Pamiętaj, że w INCI składniki uszeregowane są ilościowo, od tych, których w kosmetyku jest najwięcej, po te w śladowych ilościach. Z INCI nie wyczytasz konkretnego stężenia danego składnika.

Musisz też pamiętać, że skala komedogenności jest niedoskonała i jest jedynie wskazówką. Przykładowo ten sam składnik na mojej skórze może mieć 0 komedogenności, a na Twojej 3. Moja odwodniona skóra bez skłonności trądzikowych pokocha delikatny film utworzony przez lanolinę. Twoja może zareagować wysypem. Dlatego tak ważna jest OBSERWACJA i wręcz notowanie, jak odebrany przez skórę został dany kosmetyk.

Co więcej, na wartość komedogenności wpływ ma też… źródło surowca. Czyli ten sam olej konopny marki X może być lepiej akceptowany przez Twoją skórę niż ten marki Y. Mimo że i jedno i drugie, to po prostu olej konopny.


Skala komedogenności – kiedy ma sens?


  • kiedy chcesz włączyć oleje do pielęgnacji: zastanawiasz się nad włączeniem czystego oleju do pielęgnacji. Przykładowo chcesz szybciej odbudować barierę hydrolipidową i nakładać czysty olej np. lniany na twarz. Jednocześnie wiesz, że masz skłonność do wyprysków. Patrzysz w tabelę, a tam lniany ma 4. Co robić? Rozcieńczyć w kremie albo znaleźć taki z mniejszą wartością, np. konopny (0) czy z krotosza (też 0).
  • szukasz przyczyny wysypu: tu może pomóc skala komedogenności. Będzie to robota detektywistyczna, ale może pomóc. Wtedy studiujesz INCI i szukasz z tabelami potencjalnych składników o wysokiej szansie komedogenności.
  • masz cerę trądzikową, wrażliwą: istotnie, jeśli w danym kosmetyku znajdziesz solidną ilość (nie jedna, ale z 10 na przykład) substancji komedogennych, jest szansa, że będą problemy. Szansa, ale nie pewnik. Jeśli używasz kremu z parafiną i skóra ma się świetnie. Nie rezygnuj!

Problem aplikacji analizujących kosmetyki (INCI)


Ogromnym problemem jest to, że po dziś dzień bazując na wynikach badań na króliczych uszach i nie do końca wiarygodnych badaniach na plecach korzysta się przy tworzeniu aplikacji analizujących składy kosmetyków do twarzy. A stąd już prosta droga do szkodliwych uproszczeń. Zerknijcie na przykład:

Aplikacje często operują sugestywnymi kolorami: czerwony oznacza kontrowersyjny, potencjalnie szkodliwy składnik. Zielony to składnik w porządku, a pomarańczowy „zależy jak spojrzeć”. Tutaj widzicie krem Cerave, którego gwiazdą jest kwas salicylowy – świetny w pielęgnacji cery tłustej i mieszanej. Niestety patrząc na wyniki analizy aplikacji, okazuje się, że ten kosmetyk jest jakimś bublem. Często przy tych kontrowersyjnych składnikach znajdziecie też wyniki badań mające potwierdzić ich szkodliwe działanie. W takim przypadku zalecam mocno się w je głębić. Często badania te dotyczą podania 100% stężenia składnika (lub % sporo wyższego niż normalnie w kosmetykach) na skórę lub doustnie.

Czy można znaleźć strony i aplikacje dobrze analizujące kosmetyki? No jasne! Mocno polecam Wam Inci Decoder. Tu macie przykład tego samego kremu Cerave i dobrze przeprowadzonej analizy kosmetyku:

A z polskich stron mocno polecam zerkać na kosmopedia.org – tam możecie znaleźć szczegółowe, pozbawione mitów i uproszczeń informacje o konkretnych składnikach. Ze źródłami, a nie przypuszczeniami wyssanymi z palca.


Skala komedogenności – lista składników potencjalnie komedogennych


Załączam Wam tabele komedogenności – poglądowo. Bo tak jak zaznaczyłam, może się to przydać w niektórych przypadkach.

Źródło: „Comedogenicity and irritancy of commonly used ingredients in skin care products” J.E. Fulton [1989]


Jak podchodzicie do czytania składu kosmetyku? Czy pokochaliście jakieś składniki, które w ogólnej opinii uznawane są za złe, niedobre, zapychające? A może Wasze zdanie na temat danego składnika zmieniło się z czasem? Dajcie mi znać!


Szukasz więcej info? Polecam zajrzeć


  1. „How to use comedogenicity rankings?” , LabMuffin Science
  2. „Petrolatum is not comedogenic in rabbits or humans: A critical reappraisal of the rabbit ear assay and the concept of “acne cosmetica”” A.M. Kligman
  3. „A re-evaluation of the comedogenicity concept” Zoe Diana Draelos, Joseph C DiNardo
  4. „Comedogenicity and irritancy of commonly used ingredients in skin care products” J.E. Fulton 
  5. „3 Things You Need to Know About Comedogenicity Ratings” Beautiful With Brains
  6. „Models in acnegenesis” Parham Mirshahpanah, Howard I Maibach

 

Skomentuj przez Facebooka!



1 thought on “Czy ten kosmetyk mnie zapcha? O komedogenności i aknegenności”

  • Byłam tam, przerabiałam to. Czytałam blogi (i jutub) osób, które są fanatykami natury, które się wcale nie znają i analizują tak jak piszesz – składnik po składniku. Teraz czytam tylko i wyłącznie o cechach produktu, o tym, czy komuś się sprawdza, co tam ciekawego poleca. Obejrzałam tez sobie film dr Dray, dermatolozki, oglądam większość jej filmów (macie coś wspólnego – ona jest taka policja spf w Teksasie) i ona często powtarza, ze te badania na uszach królików w pupę sobie można wsadzić. Ze pacjenci z trądzikiem doskonale reagują na parafinę, jak większość osób z reszta, tak przykładowo. Sama kiedyś unikałam tego składnika, a teraz po prostu nie czytam składu, niczego. Biorę to co znam z blogów, co ma dobre opinie, a czasem fajne opakowanie albo jest ze znanej mi marki i testuje na sobie. Zmiany tylko na plus, cera i ciało bez zmian, a psychika zdrowsza. Najbardziej toksyczne dla mnie było wlosomaniactwo, a teraz jedyne co robie extra to piling skory głowy raz na miesiąc i tyle. I żyje, włosy maja się dobrze 🙂 dla mnie takie nadmierne interesowanie się składem było bardzo obciążające, teraz zostawiam to osobom, które się tym zajmują

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.